sobota, 12 maja 2012. 23:50 | Kategoria: brak kategorii
Czekam aż wreszcie ktoś zabroni mi pisać. Chyba naprawdę tego potrzebuję. Mam dość słów, myśli, potrzebuję realnych czynów. Mam dosyć tworzenia coraz to większych plików tekstowych (chyba, że coś pomyliłam), budzenia się w nocy, palców poplamionych tuszem. Mam dosyć ciągów zjawiskowych opisów belejakiejchmury, synestezji otoczenia, czucia słowem a nie zmysłami.

Chyba masz rację, chyba się zmieniam. Nie wiem tylko jak zatrzymać taką lawinę, nie wiem jak zatrzymać cokolwiek. Przestaję nad tym panować, a dobrze wiesz, że wtedy boję się najbardziej. Jest jeszcze tyle rzeczy, które mogę zmienić, które chcę zmienić, tylko... jakby to... już wiem! To tak, jakby dostać Słońcem po oczach. Magdalena zabiłaby mnie za roztrząsanie się nad takimi głupotami, mimo, że sama robi podobnie. To taka maniera, takie przyzwyczajenie, taki tryb życia trochę.

Próbowałam dzisiaj nie patrzeć pod nogi. Ostatnio zdarza mi się to za często. Mierzę ziemię wzrokiem, bo światło stało się takim jakimś problemem.
Od nieba zakręciło mi się w głowie, ale to chyba kwestia całej serii ciszy, która rozpierzchła się wokół mnie. Ciszy takiej aż piszczącej, przeszywającej kark w połowie wysokości. Jak fala ciepłego powietrza, która płynnie się na mnie zatrzymała, a potem jeszcze bardziej zwolnił się czas. Robię jakieś estetyczne zjawisko z krótkiego, prostego spaceru, ale to nie do końca tak. Nie mogę pojąć tego, że coś się we mnie odblokowało, doznałam chyba jakiegoś przeskoku w duszy, bo wrzuciła tryb lekki i jakoś tak dziwnie nie ciąży. O i raz nie mogę przestać się śmiać, a zaraz łzy ciekną ze mnie jak z górskiego źródełka. I nie jestem histerycznie zmienna.
W ogóle koniec tematu! Nie zmarzłam? Nie zmarzłam. No.

czwartek, 10 maja 2012. 11:09 | Kategoria: brak kategorii
Jedyną z nielicznych rzeczy w życiu, których się wystrzegałam, było przywiązanie. Bałam się tego jak ognia. Trzymałam rękę na pulsującym nadgarstku i mogłam się wycofać ze wszystkiego. Może czasem zajmowało mi to nieco więcej czasu, ale finalnie zawsze w porę otwierałam oczy. Teraz... nawet jeśli... jest o jeden krok za poźno. Taak, uzależniłam się od herbaty z cytryną. Niee... Przywiązałam się do Niego. Wiem tylko, że mój organizm na współ z duszą nie są do tego przystosowani.

To tak jakbym bała się zrobić ten cholerny krok do tyłu, by sprawdzić, czy mogę uciec. Krok do przodu, bo już na pewno nie ucieknę, a krok w jakikolwiek bok... musiałby być w lewo, bo ja w końcu mam dwie strony lewe. Nie umiem podejmować decyzji. Nie! Inaczej. Ja nie chcę podejmować decyzji. A stać w miejscu po prostu nie mogę. Ani dla mnie, ani w końcu przez wzgląd na Ciebie. Albo może własnie przede wszystkim.

Chyba masz rację, faktycznie nie umiem powiedzieć co czuję. Nie umiem o tym myśleć, bo to wprowadza mnie w jakąś potworną niemoc. Nie umiem tego nazwać, nie potrafię sprecyzować, nie nadaję się do tego.

W moim życiu jest stanowczo za dużo nie w porównaniu do tak.
sobota, 5 maja 2012. 11:37 | Kategoria: brak kategorii
Zwolniłam. Owszem, jak po katastrofie kolejowej. Po ostatniej w okolicy przez tydzień unosiły się opary dziwnej, zamglonej śmierci. Potem ludzie przechodzili do dalszej rutyny. W końcu to jedynie statystyki. Co można z tego wyciągnać? Jesteśmy w stanie przetrwać wszystko, bez względu na to kto zawinił.
Jedyną rzeczą, jakiej nie mogę sobie wybaczyć jest przede wszystkim to, że mogłam tego uniknąć. Wysiąść, zrobić cokolwiek. Skok w ostatniej chwili po prostu zabolał.

Jak wiele się zmieniło, a jak wiele możecie o tym wiedzieć? Nic nie powinno Cię dziwić. Nawet ja przestaję się obwiniać o to, że jakimś cudem mogłam zrobić komuś krzywdę. Czasem poprostu egoizm jest najzdrowszym działeniem. W natłoku zewnętrznych impulsów najważniejsza stałam się dla siebie ja i nie mam zamiaru się z tego tłumaczyć. A jednak to robię. Dlaczego?
Może jakimś cudem ktoś z Was strzeli sobie w twarz i powie, że to jego wina. Albo czasem wystarczy przetrzeć sobie oczy. W przeciwnym razie... i tak się nie myliłam.

"Cóż, czasem granicę ktoś przekracza, a w życiu...? Nie ma powrotów, czas przecież nigdy nie zawraca."
wtorek, 10 kwietnia 2012. 11:36 | Kategoria: brak kategorii
To tylko nagły napływ myśli i słowotok. Nie piszę tego, by ktokolwiek z Was czymkolwiek się przejmował. Gdzieś po kątach pochowane mam jeszcze niedokończone ciągi popsutej wyobraźni. To mi jest potrzebne. Szlifuję to. Chcecie prawdy i prostoty? Nie okradnę swoich słów z brzmienia, myśli z emocji, a głosu... a głosu z życia. Zrozumcie, że nie biegnę ślepo. Nie zataczam się nad bezsensem, nie znikam i nie rozpływam się. Nie odcinam się też od ludzi. Dlaczego wszystkie spojrzenia i cała uwaga zawsze skupia się na mnie? Ja sobie poradzę. Tego własnie chcę!
Mam inną perspektywę patrzenia. TYLKO! Nie czuję więcej, nie dotrzegam więcej. Mam wrażenie, że nawet mniej. Patrzę inaczej, słyszę inaczej i czuję również inaczej niż wszyscy próbują mi wmówić. Nie uważam tego za wyjątkowość. Uważam to za siebie. Mogę?

Nie jestem inna. Takim stwierdzeniem pakują mnie w folię i opisują wodoodpornym flamastrem, upychają na półki towaru, który sam zabrania siebie sprzedać. Wiem, Łukaszu... Mam zbyt bujną wyobraźnię, za bardzo posługuję się obrazami w wyrażaniu czegokolwiek. Wiem, że nie do końca to rozumiesz. Nie rób tego.
Nie wchodź do mojej głowy, czasem wystarczy, że zatrzymasz mnie przy ziemi...
niedziela, 8 kwietnia 2012. 17:09 | Kategoria: brak kategorii
Kolejny raz zostałam w domu sama. Na własne życzenie oczywiście. Mogę sobie wreszcie prywatnie i osobiście powzdychać chyba. Jakiekolwiek pisane tu słowa przestają być sensowne. Wszystko zaczyna być bezsensowne. Uwielbiam pogardę z jaką patrzą na mnie ludzie. Wszystko przychodzi mi przecież tak łatwo, przecież jestem taka szczęśliwa, a życie mam dostatecznie poukładane.
Manruję się tu? Jakim prawem ktokolwiek może tak mówić. Jakim prawem możesz twierdzić, że wiesz, że wiesz wszystko, skoro nawet ja tak naprawdę niczego nie wiem? Uczę się, pomalutku. I wcale nie mam z tym problemów. Jedynym jestem tylko ja i stare przyzwyczjenia. Takie jak to. Szukam oderwania od tego. I dochodzę do wniosku, że zwyczajnie mi się nie chce.
Wiem, że dokonałam właściwych wyborów. Że odsunęłam się od właściwych osób. Gdybym mogła, porównałabym teraz swoje życie do regeneracji po tragedii.Nie potrzebuję nikogo, kto jest w stanie wypomnieć mi to, że był, kiedy bywało źle. Nie lubię dwulicowości. Na pocieszenie powiem, że wcale nie jest lepiej, ale będzie. Poradzę sobie z tym, właściwie zawsze sobie w jakiś tam sposób radzę. A jeśli nie sama, to z ludźmi, którzy nie zrobią tego na pokaz.
Nienawidzą mnie? Bo staję się coraz to większą cholerą, tak? Owszem, a niech i tak będzie.
A teraz... Tak naprawdę nie wiesz z kim masz doczynienia. Urabiamy sobie poglądy, bo tak łatwiej, słuchamy innych, bo tak wygodnie. Nie potrafimy się przyznać? Przyznaj się. Nie dla mnie, bo nie sprawi mi to spazmatycznej przyjemności. Tak naprawdę wiem na czym obecnie stoję.
Na stosach b e z w a r t o ś c i o w y c h ciał.

niedziela, 25 marca 2012. 21:00 | Kategoria: brak kategorii
Zamarzam... Pomalutku... Tracę motywację do czegokolwiek. Wyrzucam z siebie resztki sił. Nienaturalnie wykańczam się do granic, tylko po to by czuć za dużo. Gdy czuje się za dużo... nie czuje się nic. I tak w koło. To nie tak, że czuję się nieszczęśliwa. Ja po prostu nie wiem co robić.
Potrzebuję chwili wytchnienia, a z każdym dniem eksploatuję siebie jeszcze bardziej, wmawiając sobie, że przejdzie. Wyimaginowany problem, przed którym broniłam się rękami i nogami... Zabiłam siebie.
Sama. Myślę, że to jedynie wypadkowa wszystkiego co się obecnie na mnie składa. Tylko jak od tego uciec? Moje życie kolejny raz zatoczyło koło, zbyt szybko.

I boli! Boli mnie głowa. Tłumaczę ją kiepskim ciśnieniem, wiosennym czymś, zmęczeniem... A tak naprawdę zaciskam usta, ręce i udaję, że tabletki pomagają. Jak powiem to nic to nie zmieni.

Oni sami nie mają już siły... Załamują ręce, obrzucają się smutnymi spojrzeniami. Nie wiem jak normalne chcieli mieć dziecko, wiem jedynie, że ich zawiodłam. Zawiodły ich moje ręce, moja głowa, moje serce... Zawodzą ich kolejne wiersze, złote myśli i refleksje. Zawodzi ich mój mały świat, zamknięty pokój, niechęć do ludzi i strach przed przestrzenią."Masz siedemnaście lat, Kobieto. Nie czterdzieści" Ale ja jestem już w miejscu, gdzie odwrotu już nie ma. Przegrałam swoje życie. Takie mam właśnie wrażenie i przeczucie. Nie tak to miało wyglądać.
środa, 7 marca 2012. 00:41 | Kategoria: brak kategorii
Próbowałam usnąć. Nie potrafię tak zwyczajnie zamknąć oczu i oddać się temu, o co w ostatnich dniach walczy mój organizm. Zasypiam wykończona gdzieś w okolicach drugiej w nocy i budzę się szarpana kilka razy, średnio co godzinę.
Roztaczam w sobie wizję, jak środek przeciwbólwy rozgałęzia się i biegnie w kilka przeróżnych miejsc jednocześnie, tylko po to by zaspokoić moje sumienie, odnośnie tego, że zrobiłam wszystko, co można było zrobić. Nie pomaga. Zwyczajnie nie pomaga. Boli mnie. Boli mnie każdy fragment mojego ciała. Mam wrażenie, że wdrąża mi się do kości, szarpie za mięśnie. Oczy zachodzą mi jakąś piaszczystą mgłą lub łzawią zupełnie niewytłumaczlanie. Przecież było lepiej. Nawet cholerna migrena dawała mi odpocząć od kilku miesięcy. Teraz czuję się, jakbym rozpadała się kawałek po kawałku, milimetr po milimetrze, chwila po chwili... Dooość! Nie to jest najgorsze. Oprócz takiego bólu zaczynam dostrzegać jakąś niebywałą niemoc psychiczną. Stałam się drażliwa bardziej niż kiedykolwiek. Zbyt wrażliwa na zdania, opinie i gesty innych.Nie potrafię się skupić na niczym, a coraz więcej się ode mnie wymaga. Boję się przyznać, że zwyczajnie nie daję rady. Bo nie daję, rozumiecie? Nie daję. Nie jestem niezniszczalna! Widzę, że zapędzam się w to coraz bardziej. Tak, jak w otchłań wmówionych sobie problemów. Sama nie wiem, co dzieje się naprawdę, a co świadczy tylko i wyłącznie o mojej skłonności do egzaltacji. Przesadzam, panikuję...
Jak głupia siedzę i ryczę. Z bezsilności sama nie wiem już co robić. Dużo rozmawiałam o tym z mamą. Usilnie nalega, żebym coś z tym zrobiła, bo widzi, że nie daję rady.  Tylko, że ja... nie mam czasu. No nie mam czasu dla samej siebie. Nie mam czasu iść do tego cholernego psychologa, za którym obstają rodzice. A ręce trzęsą mi się bardziej niż kiedykolwiek. Ostatnio przelane po podłodze szkło upewniło mnie, że nie nadaję się do niczego i że nie znam tego przyczyny. Maniakalnie obwiniam się o wszystko. Boże jedyny, wiem, że nie zbawię całego świata, więc dajcie mi wreszcie święty spokój.
Czuję, że się duszę. W tym pokoju, w tym budynku, wśród tych ludzi. Duszę! A kiedy jestem w domu boję się ruszyć z miejsca.
Ostatnio sama siebie do tego zmusiłam. Biegałam dopóki moje serce nie zaczęło stawiać oporu, w głowie nie zaczęło mi się kręcić, oczy nie postanowiły się zamroczyć. Nie czułam niczego, z wyjątkiem znajomego braku powietrza. Ale ono jest. Jest wszędzie tylko nie we mnie! Nie we mnie!
Nie będę tłumaczyć się hormonami, wiosennym przesileniem, bo to już udało nam się wykluczyć. Jak zaspypiam w domu? Jak najbliżej mamy, tak by czuć na sobie jej oddech. Inaczej się zwyczajnie boję. Boję. Boję nie wiem czego. To jakiś nieuzasadniony lęk, zwyczajnie bezpodstawny. Gdy uświadomię sobie jego obecność udaje mi się go zwlaczyć zwykłym "przecież nic się nie dzieje". Następuje chwila przerwy, a potem spokój mija.

Gdyby nie Ty... zwyczajnie zamknęłabym się dla siebie i tak regenerowała siły. Choćby miało to trwać kilka lat. Widzisz, nie dam Ci tak zwyczajnie na to patrzeć, ani cierpieć przeze mnie też Ci nie pozwolę. Bo jesteś teraz jedyną cząstką dobra, która we mnie siedzi. To to dobro, Twoje dobro nie zatruło jeszcze tego wszystkiego. Tylko widzisz Skarbie, nie jestem pewna kto na tym cierpi.

wtorek, 28 lutego 2012. 23:14 | Kategoria: brak kategorii
Dom pomalutku zamiera.To taka granica między ciepłem, a wywołanym przez świetlówki chłodem. Między cichym szeptem, a ciszą zupełną. Chwila między trzaskaniem drzwiami, a oddechami...
I tylko ja w tej chwili nie mogę się odnaleźć. Jestem na skraju snu, gorączki, lęku przed ciemnością i poczuciem marnowania każdej sekundy.
Przepływa mi życie między palcami w imię niemoich idei. Wbrew moim wartościom. Dla niepoznaki tuszuję to masą zadań, jakie muszę wykonać, by ludzkość była szczęśliwa. Gdzie w tym wszystkim liczę się ja? Dlaczego moje jest tylko kilka tych chwil pomiędzy dniem, a wymuszonym snem?
Przecież zmarnowałam już tyle lat myśląc o tym, że za kilka będzie lepiej. Może samo się ułoży? Zaplątałam się w to. Coraz bardziej się zaplątuję tracąc nad tym kontrolę.

Jestem tylko marionetką. Nie umiem panować nad swoimi sznurkami.

Kurtyna.
niedziela, 26 lutego 2012. 23:33 | Kategoria: brak kategorii
Mam teraz dokładnie tyle lat, ile Ty miałeś 5 lat temu. Miałeś znacznie więcej problemów... Znacznie mniej czasu. O wiele więcej doświadczenia... Ta perspektywa takiego czasu... Przeraża mnie.

Zastanawiam się, czy byłbyś ze mnie dumny. Cieszyłbyś się z tego, co udało mi się dokonać? Czy tak to miało wyglądać? Czy własciwie dokonuję każdego dnia kontynuacji Twojego dzieła? Uczyłeś mnie stawiać własne kroki... A potem zwyczajnie zostawiłeś.

No człowiek w moim wieku uczył mnie żyć. To straszne.
Jaka ja byłam wtedy mądra, a Ty za dziecinny. Abstrakcja, paradoks. Cholera!
niczego nie wiedziałam. Mało rozumiałam, a to, co mówiłes dociera do mnie dopiero teraz.

To wszystko dosięgnęło tego stopnia, że potrzebuję jakiegokolwiek znaku. Potwierdzenia? Czegokolwiek.

Stań przede mną i powiedz mi, że robię dobrze. Że niczego nie spieprzę!

sobota, 25 lutego 2012. 18:57 | Kategoria: brak kategorii
Siedzę przed tym już jakiś czas i sama nie wiem, co powiedzieć. Tego jest za dużo. A kiedy, tak właśnie się robi... Mam ochotę milczeć. A potem sama się w to zagłębiam i nigdy nie wracam już w takim samym stanie.

Dlatego będę mówić, bo tego chcę. I już!

Dziękuję Ci za to, że porozmawiałaś ze mną, kiedy zaczynało być źle. Nie wiem, jakim cudem nie nabierasz się na moją aktorską grę. Naprawdę nie wiem. Nie wiem, jakim cudem aż tak bardzo Cię polubiłam. Nie wiem. Dlaczego uciekam do Ciebie? Dlaczego aż tak bardzo Ci ufam? Nie pozwolę by stała Ci się jakakolwiek krzywda, nigdy na to nie pozwolę. Nie chcę, byś kiedykolwiek czuła się przeze mnie źle. Bo pomogłaś. Pomagałaś. Bo po prostu byłaś i jesteś. I jeszcze nie wiem, dlaczego nie powiedziałam Ci tego wprost...

Zamknęłam się. Na kilka dni. Tak, to są złe dni, to był zły tydzień...

Ale wiem jedno. Dobrzy ludzie naprawdę istnieją. Podobno dobro przyciąga przeciwieństwa. W takim razie teraz to ja jestem chyba ta zła... Moje Dobro ma anielską cierpliwość...

Po prostu, wiem, że mogę na Niego liczyć. To tak, jakby po skoczeniu z wielkiej skarpy spaść w ręce, bardzo pewne ręce. Nieważne kto i co o tym myśli. Mam prawo być szczęśliwą, a teraz jestem. Czuję się wolna, spokojna... Mimo wszystko.

I teraz jeśli ktokolwiek zapyta- jestem z najwspanialszym człowiekiem. Nie wiedząc, czy na to zasługuję.

Słyszysz człowieku?

niedziela, 19 lutego 2012. 14:15 | Kategoria: brak kategorii
Człowiek cień. Przemknął wczoraj przez moją duszę, przez moje uszy i wskroś przez serce. Krzyknął szeptem, że ciągle jestem dzieckiem i że zawsze nim pozostanę. I, że nie umrę młodo też powiedział. Posadził nocą na śniegu, którego nienawidzę i sprawił, że poczułam wszystko. Skłębione, przetarte i głuche tak jak cisza, która panowała tej nocy. Powiedział, że sam nie wie, dlaczego ze mną rozmawia. Dlaczego ludzie ze mną rozmawiają?! Pochałaniają to wszystko. Moje słowa nic wtedy nie znaczą. Napawam się ich zdaniem i z przerażeniem stwierdzam, że to oni mówią do mnie. Mają mi coś uświadomić. Nawet najprostszymi słowami. Składają z tego układanki, które zajmują mój czas. Wykrzyczał, że mnie przecież nie zna. Nic o mnie nie wie, z wyjątkiem tego, że kilkanaście lat temu nosiłam dwa warkoczyki i rzucałam się z nim kasztanami. Ale ten człowiek złapał mnie za ramiona, na środku drogi, późną nocą, potrząsnął, krzyknął "Wiktorio, wróć! Ogarnij się kobieto! To wszystko nie tak". A potem powiedział jeszcze, że nie jest pewien, czy właśnie tak chciała przeżyć swoje życie ta dziewczynka. Czy o tym chciała myśleć, gdy będzie w moim wieku.
Pod moimi drzwiami powiedział żegnaj, odwrócił się i poszedł. A jego cień znikał... Zatapiał się w tę cholerną ciemność. Nie wiedział co zrobił. Nic nie wiedział, prawda?

sobota, 11 lutego 2012. 20:40 | Kategoria: brak kategorii
"przecież dobrze Ci to zrobi. wyjdź, bo wrośniesz w ten pokój, nie możesz przecież tak siedzieć, co się dzieje"

Tak, z pewnością masa rozwrzeszczanych dzieciaków i ich rozhisteryzowanych matek dobrze mi zrobiła. Po przekroczeniu progu tego budynku odezwała się we mnie jedyna myśl "uciekać". To nie jest mój dom. Te zimne ściany sprawiły, że stwardniałam... A teraz popłynęło wszystko, razem z cholernym tuszem, który miał się mnie, albo ja jego trzymać.

Wszystko jedno. Dajcie mi spokój. Wasze przeczucia, pytania, wymagania....!!! Nic nie wiecie, nie macie prawa, nie czujecie tego co ja, nie decydujecie.

Nawet ja nie umiem tego zrobić. Chcę ciszy, albo przerażliwego wrzasku. Czegoś, co zajmie mi umysł. Ale nie każcie mi mówić. Nie każcie mi myśleć, tłumaczyć!

piątek, 10 lutego 2012. 20:38 | Kategoria: brak kategorii











To tyle.

wtorek, 7 lutego 2012. 17:35 | Kategoria: brak kategorii
Mówimy, że tak naprawdę nie mamy wyjścia. Mówimy, że nie może być dobrze. Tak, jakbyśmy się pogubili, a tak nie jest. Wiemy, w jakim miejscu jesteśmy, w czasie, z kim... Mamy za wiele własnych problemów, by przejmować się innymi. Nie wiem, czy tylko ja mam wrażenie, że wzięliśmy na siebie coś niewyobrażalnie ciężkiego.

Co to jest?

Co ja mówię?
Co ja robię?

Dzisiaj cały mój uporządkowany świat legł w gruzach. Konsekwenscje są proste i jasne. Oczywiście nic nie zależy ode mnie, tylko dotyczy. Powinnam siedzieć cicho i czekać aż to minie. Bo minie i się poukłada. Jak zawsze, tylko na czas muszę poczekać. Czas...
poniedziałek, 6 lutego 2012. 17:55 | Kategoria: brak kategorii
Nie potrafimy przepraszać. Zwyczajnie przyznać się do własnych błędów. Wyrzucamy z siebie kolejne słowa, tłumaczenia, oskarżenia... Czasem wystarczy zatrzymać się i przyznać, nawet przed sobą, że coś w naszym działaniu jest nie tak. Umiemy tylko krzyczeć, jak bardzo nieszczęśliwi jesteśmy, jak ludzie i świat nas krzywdzi. Nieprawda! Mało kto rusza tyłek i zaczyna z tym swoim żałosnym życiem cokolwiek robić. Coraz mniej słyszymy, coraz więcej wiemy i coraz bardziej nienawidzimy. Nie.
Jestem w stanie wybaczyć wiele i wybaczam. Tylko nie dam sobą manipulować. Nie dam wmówić sobie, jak wredną suką jestem. Bo nie ma prawa oceniać mnie nikt, kto podniósł na mnie rękę, głos, słowo... Boże, zaczynam brzmieć coraz bardziej pospolicie. KONIEC temat uważam za zakończony. I chcyba sobie samej musiałam to powiedzieć.

archiwum

2011
grudzień (3)

2012
styczeń (3)
luty (9)
marzec (2)
kwiecień (2)
maj (3)

linki

Szablon - Scarlett
Zdjęcie - Foto Decadent